2026-04-14
  Czermno - tragedia trzech kobiet z 1942 roku

  • Przy dawnej szkole w Czermnie stoi wybielony pomnik. Lakoniczny napis głosi:„Tu zginęły od kul niemieckich w 1942 roku Feliksa Błaszczuk, Anna Nowosad i Franciszka Zieleniucha”. Dlaczego zginęły?


    O tym wydarzeniu milczą lokalne kroniki. Trudno znaleźć informacje w dostępnej bibliografii. Śmierć trzech kobiet w małej wsi? Ot, jedno z tysięcy tragicznych zdarzeń II wojny światowej - można by powiedzieć.
    Z napisu na nagrobku Anny Nowosad, pochowanej na cmentarzu parafialnym w Perespie, wynika, że do tragedii przy szkole doszło 22 listopada 1942 roku.
    Nie żyją już świadkowie tamtych dni. Pozostają jedynie strzępy relacji i opowieści, które przetrwały w pamięci kolejnych pokoleń.

    Halina Biernacka zna przebieg wydarzeń z opowieści swojej mamy, Marianny Rybaczuk, która miała wówczas 12 lat.
    - Mama opowiadała, że Feliksę Błaszczuk, Annę Nowosad i Franciszkę Zieleniuchę Niemcy zatrzymali za to, że nie oddały kontyngentu. Zamknęli je w budynku szkoły. Mama była chrześnicą Anny Nowosad. Jej mama, a moja babcia, wysłała ją, aby zapytała, czy zatrzymane kobiety czegoś nie potrzebują. Te kazały jej uciekać spod szkoły. Wszystkie zostały rozstrzelane - relacjonuje Halina Biernacka.
    Anna Nowosad osierociła dwóch synów: Jana i Władysława.

    Alina Trochimowicz, wnuczka zamordowanej Feliksy Błaszczuk, zna przebieg tragedii z relacji swojej mamy Sabiny, która miała wówczas 10 lat. Rodzina mieszkała w pobliżu grodziska.
    - W domu mówiło się, że babcia Fela była osobą zawziętą - może dlatego sprzeciwiła się Niemcom. Z relacji mamy wiem, że Niemcy trzymali te trzy kobiety w jednym z pomieszczeń szkolnych, a sami poszli pić wódkę. Następnego dnia przed południem wszystkie zostały rozstrzelane. Mama opowiadała, że gdy w domu usłyszano strzały, wybiegła w kierunku szkoły, ale zatrzymali ją ludzie, mówiąc: „Dziecko, zostań, nie wolno" - wspomina Alina Trochimowicz. 
    Przyznaje, że podczas rodzinnych spotkań rzadko wracano do tej tragedii. 
    Feliksa Błaszczuk osierociła czworo dzieci: Tadeusza (najstarszego), Leokadię, Henryka i Sabinę (najmłodszą). Grób „babci Feli", jak nazywa ją rodzina, znajduje się na cmentarzu w Perespie.

    Jakiś czas po egzekucji ciała zamordowanych kobiet przeniesiono na cmentarz parafialny w Perespie. W miejscu zbrodni początkowo stanął wysoki drewniany krzyż z metalowym krucyfiksem i tabliczką z nazwiskami ofiar. Później zastąpiono go murowanym krzyżem-obeliskem. W 2026 roku, z inicjatywy lokalnej społeczności, zamontowano nową betonową tablicę.

    Głód był taki, że ludzie żuli trawę
    Rok 1942 był szczególnie trudny dla polskiej wsi. Jesienią podwyższono kontyngenty, obejmujące niemal wszystkie produkty rolne: zboże, ziemniaki, rośliny oleiste, mleko i jaja. Sam kontyngent zbożowy w Generalnym Gubernatorstwie zwiększono niemal dwukrotnie - z 685 tys. ton w 1941 roku do 1,2 mln ton w 1942 roku.

    Jednocześnie, na mocy kolejnych rozporządzeń generalnego gubernatora Hansa Franka, nasilił się terror wobec ludności wiejskiej. Kontyngenty ściągano siłą, a za ich niedostarczenie w terminie stosowano surowe kary: bicie, aresztowania, deportacje do obozów koncentracyjnych, a nawet karę śmierci. Całe wsie, które stawiały opór, były pacyfikowane - często na podstawie doraźnych decyzji okupacyjnych władz.

    Od lata 1942 roku wprowadzono nawet stan wyjątkowy na czas żniw - od połowy lipca do drugiej dekady grudnia.
    Okrutna polityka okupanta doprowadziła do głodu na wsi. Dodatkowo rok 1942 przyniósł nieurodzaj: ostra zima, a następnie mokra wiosna i lato sprawiły, że ziemniaki gniły w polach, a zboże nie obrodziło.

    - Głód był taki, że ludzie zieloną pszenicę żęli i suszyli na płotach. Placki z tej mąki były zielone jak trawa i nie miały smaku - wspominał Bolesław Dudziński z Tyszowiec na łamach książki „W cieniu kopuł".

    - Plony były tak słabe, że rodzice musieli iść do pracy, żeby odrobić kontyngent. Za jego nieoddanie można było dostać kulę w łeb - mówił ksiądz Władysław Zakrzewski.

    Aby nie umrzeć z głodu, zaczęto siać rośliny nieobjęte kontyngentem - pogardzane przed wojną grykę i proso. W różnych postaciach stały się one podstawą wyżywienia wielu rodzin z okolic Tyszowiec.

     


    Przeczytaj także: Walentynka dla Janka

    Więcej o latach okupacji w książce: W Cieniu Kopuł