2016-04-05
  Jadwiga z Knobelsdorfów. Historie rodzinne

  • Stefan Zarębski mamę Jadwigę z Knobelsdorfów stracił, kiedy miał 6 lat. Pamięta jedynie trumnę, w której leżała. Poszukiwał rodzinnych korzeni od strony mamy. To samo robił Miquel Knobelsdorf, który przed 33 laty przyjechał do Polski na studia. W sierpniu 2015 r. obaj ponowie spotkali się w Tyszowcach. A przyczynił się do tego tekst, który opublikowałem rok wcześniej w "Kronice Tygodnia", gdzie prowadzę cykl z gawędami rodzinntymi.

     


    Jadwiga Knobelsdorf była nauczycielką w przedwojennej szkole powszechnej w Tyszowcach Uczyła robót ręcznych i haftu. Wysławiła się uratowaniem osoby tonącej. Kogo? Konkretnie nie wiadomo. W każdym bądź razie w archiwum domowym Stefana Zarębskiego zachował się medal „Za Ratowanie Ginących" i dyplom nadany przez ministra spraw wewnętrznych Henryka Józewskiego „za uratowanie tonącej 19 sierpnia 1929 roku". W Tyszowcach Jadwiga poznała swojego męża Józefa Zarębskiego późniejszego wójta gminy Tyszowce, więźnia Sachsenhausen i Dachau. Tu na świat przyszły ich dzieci: Romuald (w 1927 r.), Wanda (1932) i Stefan, najmłodszy w 1940 r.
    - Zawsze zastanawiała mnie rodzina mojej mamy. Sąd się wzięli, jakie były ich losy - mówi Stefan Zarębski.

    ”

    Stefan Zarębski i Miguel Knobelsdorf odnaleźli korzenie rodziny

    Swoich polskich korzeni szukał też Miguel Knobelsdorf, który w 1982 roku przyjechał do Polski z Wenezueli i po studiach w Krakowie osiadał w Sandomierzu. Okazało się, że obaj panowie są spokrewnieni. Mama pana Stefana i dziadek Miguela byli rodzeństwem. Obaj panowie trzy tygodnie temu spotkali się w Tyszowcach.

    Wojna rozdzieliła rodzinę
    Knobelsdorfowie to rodzina, których korzenie wywodzą się ponoć Moraw. Pradziadek pana Stefana, a prapradziadek Miquela Wincenty Knobelsdorf (spoczywa na zamojskim cmentarzu) ożeniony był z Emilią z Piaseckich. Miał nią 5 synów: Grzegorza, Leona, Hieronima i Jerzego i Napoleona, oraz trzy córki Jadwigę, Helenę i Marię.
    Trzej bracia Grzegorz, Leon i Jerzy poszli na pierwszą wojnę światowej. Grzegorz prawdopodobnie zginął gdzieś pod Lublinem. Jerzy, żołnierz 4 pułku piechoty Legionów poległ 31 lipca 1915 r. pod Jastkowem. Leon ps. Kruk urodzony w 1896 roku w Kijowie, dziadek Miguela, był członkiem związku strzeleckiego, żołnierzem pierwszej brygady kadrowej, która razem z Piłsudskim wyruszył spod krakowskich Oleandrów. Wiadomo, że został ranny w sierpniu 1915 pod Wysokiem Litewskim, że był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej, a po kryzysie przysięgowym został internowany w Szczypiornie i Łomży. W latach 1918 do 1921 roku służył w odrodzonym Wojsku Polskim. W Warszawie poznał młodszą o 4 lata Julią Katarzynę Truskolawską urodzoną w Smoleńsku.
    - Babcia pochodziła z rodziny szlacheckiej. Po ślubie w 1921 roku wyjechali do folwarku Michałówka koło Grodna, w dzisiejszej Białorusi. Majątek ten odziedziczyła po swojej matce. Należał do Juli i jej siostry Heleny. Znajdował się nad Niemnem obok Bohatyrowicz - mówi Miquel Knobelsdorf.
    W okresie międzywojennym Leon nie tylko zajmował się majątkiem, ale także był oficerem wywiadu na Rosję, tzw. dwójki. Pod przełomie lat 1937-1938 roku został skierowany przez rząd Polski z misją handlową do Ameryki Łacińskiej. Był to czas, kiedy aktywnie działała Liga Morska i Kolonialna, która przygotowała propozycje kierunków polskiej ekspansji politycznej i gospodarczej na świecie. Leon miał wybadać, w których krajach i miejscach mogą osiedlać się Polacy i gdzie rozwijać biznesy. Odwiedził więc Dominikanę, Meksyk, Panamę, Nikaraguę, Argentynę, Brazylie, Kolumbię.


     

    ”

    Stefan i Isabelle

     

    W 1938 r. żona Leona wraz trójkę synów: najstarszym Stefanem (ur 1927 r.) oraz bliźniakami Kazimierzem i Jerzym przypłynęła w odwiedziny do męża, który przebywał wtedy w Kolumbii.
    - Kiedy latem 1939 roku babcia wracała do Polski, w Anglii dotarła do niej informacja, że wybuchła wojna. Postanowiła wrócić więc z dziećmi do Kolumbii- opowiada Miquel Knobelsdorf.
    Rodzina osiadała w Kolumbii w regionie Villavicencio. Leon zmarł w 1945 r. Żona pochowała go w katedrze w Bogocie, stolicy Kolumbii. Później wraz synami Jerzym i Kazimierzem wyjechała do Wenezueli, gdzie tamtejszy rząd oferował emigrantom z Europy ziemię. Osiedli się w La Colonia Agricola de Turen. Dostali po 100 ha ziemi i zostali farmerami.
    - Wujek Jerzy zaczął się interesować kulturą Indian. Zbierał na przeróżne relikty dawnych czasów, ceramikę, rzeźby. Stworzył ogromną kolekcją, którą później przekazał potem społeczeństwu i utworzono muzeum. W latach 70 dwukrotnie odwiedził go znany podróżnik Toni Halik - wspomina Miquel Knobelsdorf.
    Jego ojciec Stefan nie wyjechał z braćmi i mamą. Został w Bogocie, gdzie studiował medycynę. Tam poznał młodszą o 10 lat Isabelle Mirandę Castellanos. Dopiero po ślubie młodzi wyjechali do Wenezueli, gdzie Stefan prowadził praktykę lekarską. Pracował w różnych miejscowości. Bywało, że był jednym lekarzem na przestrzeni 1000 kilometrów. Ostatecznie osiadł w Valencii. Zmarł w 2013 roku


    Poszukiwanie korzeni
    Miguel studiował w Wenezueli ochronę środowiska. Był to czas niespokojny. Wenezuelą wstrząsały strajki. Ojciec poradził mu aby wyjechał studiować za granicę. Do Kanady lub do Polski. Złożył dokumenty. Po roku otrzymał zaproszenie od konsulatów obu państw. Oferta z Polski okazała się atrakcyjniejsza, bo rząd polski kusił studentów nie tylko bezpłatnym studiowaniem, ale także stypendiami i mieszkaniem. Miquel przyznaje, że wybrał Polskę także dlatego, że liczył, iż przy okazji zwiedzi Europę. Był też ciekawy jak wygląda komunizm. Ówczesna młodzież była zafascynowano Fidelem Castro i Ernesto "Che" Guevarą.
    - W konsulacie usłyszałem, że w Polsce jest stan wojenny, że była próba zamachu stanu i władzę przejęło wojsko, że w kraju są problemy ekonomiczne, ale rząd już je rozwiązuje. Pouczano mnie, abym nie rozmieniał waluty na ulicy, bo mogę zostać zatrzymany przez tajną policję i mieć z tego powodu kłopoty. Mówiono, że są kartki na papierosy i mięso - wspomina Miquel.
    Kiedy w 1982 roku przyjechał do kraju ojca w języku polskim umiał powiedzieć tylko: „Gdzie jest łazienka?" „Kochana moja". Ojciec wyłuszczył mu, że gdy będzie znać te zwroty to w Polsce nie zginie. Znał też słowa „Jezus Maria", które używała babcia. A także najpopularniejsze polskie wyrażenie „Kurwa mać". Ten ostatni wulgaryzm aż tak go nie bulwersował, bo po hiszpańsku kurwa oznacza zakręt.
    W Krakowie skończył studia rolnicze. Poszedł do pracy. Ożenił się z Polką. Pracował trochę w Polsce, potem przez pewien czas w Wenezueli, gdzie prowadził dużą mleczarnie. Ostatecznie osiedlił się w Sandomierzu, gdzie prowadzi firmę spedycyjną. Od lat dokumentuje historię rodziny.
    - Wiele lat temu dałem ogłoszenie w interencie, że poszukuję danych o przodkach z rodziny Knobelsdorf, Truskolawski, Piasecki - wspomina.
    Pierwsza odezwała się córka nieżyjącej już Heleny Knobelsdorf (siostra Leona) z Braniewa. Później z Niemiec napisał Jerzy syn Napoleona. Ten z kolei podsunął mu kontakt na ciotkę Marię mieszkającą w Krakowie. Zaczęli odzywać się także inni. Bliższa i dalsza rodzina.
    I tak zaczął układać losy rodzeństwa swojego dziadka. Ustalił, że brat dziadka Hieronim ożeniony z łotewką został przez Rosjan wywieziony gdzieś podczas wojny i zaginął po nim ślad. Inny brat Napoleon osiadł w Wiśle.
    - Zaraz po wojnie spotkała go tam najmłodsza z rodzeństwa Maria. Zobaczyła na jednej z ciężarówek napis „Transport Knobelsdorf". Wiele godzin czekała, aby zobaczyć kto wsiądzie do samochodu. Zaczepiła starszego mężczyznę. Przedstawił się, wtedy ciotka powiedziała: „Jestem twoją młodsza siostrą". Między nimi było 20 lat różnicy - wspomina Miguel Knobelsdorf.
    Sama ciotkę Marię (ur. 1922 r. ) poznał dopiero w październiku 2014 roku. Mieszkała w Krakowie. Zmarła kilka tygodni temu mając 93 lata O ostatniej z sióstr Jadwidze urodzonej w 1904 r. nic nie wiedział. Aż przeczytał artykuł „Ostatni wójt Tyszowiec", który ukazał się 5 sierpnia 2014 r. w naszym cyklu. Znalazł tam wzmiankę o Jadwidze Knobelsdorf. Postanowił skontaktować się z opisywanym Stefanem Zarębskim. Napisał kartkę. Otrzymał odpowiedź. Do spotkania doszło. Obaj panowie nie kryli wzruszenia.

    ® Robert Horbaczewski


    Przeczytaj także o Józefie Zarębskim:

    http://roberthorbaczewski.pl/aktualnosc83,5,,jozef-zarebski-ostatni-wojt-tyszowiec.html